Przejdź do treści
RAPORT OPORU
← BLOG

Głód po treningu to nie licencja

Godzina po treningu to moment, w którym najłatwiej zjeść wszystko, co pod ręką — i uznać to za zasłużone. Rozwiązanie okazało się logistyczne, nie moralne.

NOTATKA[OBSZAR: DIETA][SŁÓW: 118]

AUTOR: Radosław ·

Najgorsze decyzje żywieniowe podejmowałem nie wieczorem przed telewizorem, a 40 minut po treningu — w stanie, w którym każda kaloria wydawała się zasłużona.

Mechanizm jest podstępny, bo opiera się na czymś prawdziwym: organizm faktycznie potrzebuje wtedy paliwa. Fałszywy jest wniosek, że skoro potrzebuje, to nie ma znaczenia, co dostanie.

Zasłużony posiłek i dowolny posiłek to nie to samo zdanie.

Nie wygrałem tego dyscypliną. Wygrałem tym, że posiłek potreningowy jest przygotowany przed treningiem i czeka w lodówce. Decyzja zapada, kiedy nie jestem głodny — a więc kiedy nic mnie nie kosztuje.

Nie sprawdza się przy treningach poza domem bez dostępu do lodówki. Wtedy działa tylko jedno: mieć w plecaku coś nudnego i gotowego, zanim głód wybierze za mnie.

TAGI

  • #dieta
  • #glowa
  • #nawyki
Wszystkie wpisy